Po ponad roku przerwy i nabraniu nieco na wadze, Piotr Piollo Podbielski wrócił na kartingowy tor halowy w wymarzonym dla siebie stylu, wygrywając „Wyścig towarzyski bez zbędnego sędziowania”, który odbył się w pierwszy piątkowy wieczór 2015 roku na torze F1 Karting przy ul. Jagiellońskiej w Warszawie.

Sama nazwa zawodów ‘’Wyścig Towarzyski bez zbędnego sędziowania’’ mówiła sama za siebie, że będzie to bezpardonowa walka o uścisk „prezesa”! Nagroda dla zwycięzcy była prosta w przekazie i bardzo atrakcyjna na tego typu zawody, czyli „pokrycie kosztów wpisowego”! Taka nagroda natychmiast zapełniła listę startową składającą się z 13 nazwisk amatorskich kierowców kartingowych z Warszawy. Zawody dosłownie w dwa dni zorganizował jeden z zawodników – Said Ali, który postanowił zaprosić przyjaciół z toru, aby po świąteczno-noworocznych imprezach wydzielić nieco adrenaliny za kółkiem gokarta.

W związku z tym, że w dzień zawodów tor udostępnił nową konfigurację trasy, jedną z zasad był zakaz treningów, czyli każdy z zawodników miał za zadanie wstrzymać się z wcześniejszymi jazdami. Nie wszystkim to się udało, bo odczytali to ogłoszenie organizatora za żart, ale ponieważ wszyscy dobrze się znali i ranga zawodów była czysto przyjacielska, nikt z pozostałych uczestników nie miał o to pretensji – nadal najważniejszą zasadą była „świetna zabawa” przy zachowaniu zasad fair play i umiaru w faulowaniu, co okazało się najtrudniejszym warunkiem do spełnienia, ze względu na brak sędziego oraz na bardzo subiektywne postrzeganie pojęcia „czystego wyprzedzania”.

Były oczywiście wzajemne pretensje o konkretne zachowania na torze, ale ostatecznie rywalizacja zakończyła się w dobrej atmosferze, gdyż każdego obowiązywały te same zasady, a brak sędziego otworzyło zawodnikom drogę do większej odwagi podczas ataków na przeciwników. To jest to, co prawdziwi pasjonaci tego sportu lubią najbardziej – dużo akcji na torze, trochę wypadków, mocno podniesione ciśnienie na mecie i odrobina zażartej dyskusji po wyścigu kto zawinił, a kto nie.

Podbielski wygrywa Wyścig towarzyski, bez zbędnego sędziowania #1

Forma zawodów składała się z czterech części: dwóch kwalifikacji po 10 minut oraz dwóch wyścigów po 15 minut – pierwszego w kolejności normalnej według najlepszych czasów uzyskanych w pierwszej lub drugiej „czasówce”, a drugi w kolejności odwrotnej do wyników uzyskanych w pierwszym wyścigu, co oznaczało, że zwycięzca pierwszego wyścigu startował z ostatniej pozycji w drugim biegu i musiał przebijać się do przodu, aby zająć jak najlepsze miejsce w całych zawodach. Do punktacji w klasyfikacji generalnej zliczane były pozycje zarówno z pierwszego, jak i drugiego wyścigu. Wygrywał ten, którego suma punktów równa pozycji w danym biegu była jak najniższa.

Innymi słowy najlepszym możliwym wynikiem w zawodach było uzyskanie dwóch punktów – jednego punktu za pierwsze miejsce w pierwszym wyścigu i jednego punktu za zwycięstwo w drugim. W każdej kwalifikacji oraz wyścigu każdy zawodnik jechał innym gokartem, wylosowanym przed zawodami przez organizatora. Dla większego urozmaicenia formy zawodów, start do pierwszego wyścigu był „lotny”, a do drugiego – „zatrzymany”.

Dodatkową atrakcją zawodów były nagrody dzięki którym walka o zwycięstwo toczyła się do ostatniego zakrętu. Oprócz medali za miejsca na podium, walczyliśmy też o nagrody pieniężne: Pierwsze miejsce – 150zł Drugie miejsce – 60zł Trzecie miejsce- 50 zł

Na pewno na wynik zawodów miała wpływ decyzja ostatecznego zwycięzcy podczas pierwszej kwalifikacji, gdy w trakcie jej trwania zjechał do boksu i poprosił o wycofanie z całych zawodów karta, który został przydzielony przez tor. Odstawał on tak mocno od innych pojazdów na torze, że nawet na prostej, gdzie praktycznie wszystkie wózki utrzymują tę samą prędkość, był on z łatwością wyprzedzany przez innych. Niestety, tak jak w każdym sporcie motorowym, jedno z kluczowych znaczeń ma sprzęt. Nawet najlepszy kierowca w najgorszym sprzęcie nie jest w stanie wygrać, gdy różnice między gokartami są zbyt duże i dochodzą do 0,5-0,7 sekundy na każdym okrążeniu. Na torach kartingowych pomiar czasu odbywa się z dokładnością do tysięcznej części sekundy, gdyż często dokładnie tyle wynoszą różnice między dwoma zawodnikami na jednym okrążeniu pokonywanym w nieco ponad pół minuty!

Pierwszą sesję kwalifikacyjną wygrał Norbert Szafranowicz który jako pierwszy złamał barierę 33 sekund.

W tej części zawodów, Piotr Piollo Podbielski wylosował wózek nr 9, który po kilku okrążeniach został zastąpiony na życzenie kierowcy na inny, co pozwoliło uzyskać czas plasujący go w drugiej połowie stawki.

W drugiej sesji kwalifikacyjnej zwycięzcy zawodów dopisało szczęście, ponieważ na ten bieg wylosował gokart nr 5, który tego dnia był prawdopodobnie był najszybszy ze wszystkich, co od razu było widać po czasie wyświetlanym na ekranie z najszybszymi okrążeniami. Przez pierwszą część drugiej sesji kwalifikacyjnej Piotr Piollo Podbielski dzierżył pierwszą pozycję na tablicy wyników.

Podbielski wygrywa Wyścig towarzyski, bez zbędnego sędziowania #6

W drugiej połowie sesji jego czas pobił Raeed Ali i kolejność ta utrzymała się już do końca. W związku z tym, że podobnie jak w Formule 1, w kartingu dogrzanie opon ma kluczowe znaczenia na szybkość, dlatego zazwyczaj w drugiej sesji kwalifikacyjnej zawodnicy mieli lepsze czasy niż w pierwszej. Dodatkową kwestią mającą na to wpływ był wspomniany wcześniej brak treningów – innymi słowy pierwsza sesja kwalifikacyjna była potraktowana przez zawodników również jako sesja treningowa niezbędna do poznania nowej „nitki” toru.

Po zestawieniu najlepszych czasów z pierwszej i drugiej sesji kwalifikacyjnej, do pierwszego wyścigu kierowcy zostali ustawieni na starcie w następującej kolejności: 1. Raeed Ali 2. Piotr Podbielski 3. Norbert Szafranowicz 4. Daniel Żórawski 5. Bartek Urbański 6. Łukasz Borowski 7. Karol Załuski 8. Tomasz Torsz 9. Piotr Szabłowski 10. Said Ali 11. Piotr Głowacki 12. Kamil Ozan 13. Piotr Ciechański

Można było się spodziewać, że start w wyścigu bez sędziego to będzie tzw. „masakra” na pierwszym zakręcie. Tak też trochę było! Niektórzy starali się hamować, inni byli pchani przez tych z tyłu – niby standard w kartingu (szczególnie halowym, gdzie sprzęt jest przystosowany do takiego „obijania się”), ale wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że za swoje przewinienia nie czekają ich żadne surowe konsekwencje. Z jednej strony było to atrakcją zawodów, które dzięki temu były bardziej widowiskowe, także dla samych zawodników, którzy mogli podczas rywalizacji z kolegami wypróbować kilka manewrów, których nie odważyliby się wykonać pod okiem surowego sędziego.

Z drugiej strony miało to oczywiste złe strony, gdyż popsuć komuś wyścig potrafi każdy przeciętny kierowca. Sztuką jest pojechać szybko i zarazem nie faulować! Niestety specyfika torów halowych, które mają krótkie proste, wąskie zakręty, a same wózki są szerokie i mało żwawe, powoduje, że wyprzedzenie „całkowicie czysto” kogoś o podobnych umiejętnościach, w gokartach, które nie wymagają silnych i precyzyjnych dohamowań, graniczy z cudem. Tak więc oba wyścigi były bogate w kolizje i ostre ataki, tym bardziej, że każdy z wyścigów trwał zaledwie 15 minut. To niewiele czasu na to, aby nadrobić większe odległości do poprzedzającego zawodnika.

W pierwszym wyścigu Piotr Piollo Podbielski już na pierwszym zakręcie stracił kilka pozycji będąc wypchniętym na zewnętrzną i spadając. Przyjaciele poza torem, na torze stają się rywalami. Wyprzedza się bez zastanowienia kogo się atakuje. Po prostu włączają się instynkty jak u drapieżników. Wykorzystuje się każdą nadarzającą okazję, każdy błąd przeciwnika, każdą najmniejszą lukę między poprzedzającym wózkiem a bandą ograniczającą tor jazdy. Tym razem los nie był tak bardzo łaskawy i wózek, którym poruszał się Piollo w pierwszym wyścigu nie był tak dobry jak gokart z drugiej sesji kwalifikacyjnej. Nie tylko był nieco wolniejszy, ale również fatalnie skręcał w prawo. To wynik lekko krzywej ramy, której specyfikacja zmieniła się w ten sposób, że wózek nie prowadzi się zbyt dobrze – najczęściej w jedną stronę jest nadsterowny, a drugą stronę podsterowny. Większość zakrętów było w prawo, więc to nie była dobra informacja. Na kolejnych okrążeniach, na pierwszym delikatnym łuku po prostej startowej, ktoś szybszym wózkiem spróbował ataku właśnie w tym miejscu, co skończyło się obróceniem o ponad 90 stopni gokarta Piollo.

Podbielski wygrywa Wyścig towarzyski, bez zbędnego sędziowania #3

Na szczęście inne wózki jadące z tyłu uderzyły w przód obracanego wózka prostując jego tor jazdy. Nie mogło się obyć bez straty pozycji na jeszcze gorszą. Piollo zaliczył jeszcze jeden większy karambol, w pierwszym ciasnym nawrocie po prostej, który był nowym elementem na torze, został wypchnięty na bandy tak mocno, że te zostały przesunięte o około 50 cm! Tutaj znowu ostateczny zwycięzca zawodów miał sporo szczęścia, gdyż mogłoby to się skończyć tym, że zaklinowałby się w bandzie i został tam do czasu uzyskania pomocy od obsługi toru, ale stało się inaczej, gdyż banda oddając energię w kierunku wózka, wystrzeliła go w kierunku środka toru spychając go na innego kierowcę i torując sobie przejazd po wewnętrznej stronie długiego łuku w lewo. To pomogło na zminimalizowanie strat i utratę zaledwie kilku pozycji.

Strategia na dalsza część wyścigu Piollo była prosta: utrzymać pozycję i być odpornym na ataki z tyłu. Tak też się stało. W pewnym momencie za gokartem Piollo utworzył się przysłowiowy „pociąg”, czyli ciąg wózków jadących jeden za drugim na zderzakach. Blokowanie to dodatkowa umiejętność, którą musi opanować kierowca wyścigowy. Umiejętnie dobierany tor jazdy, który nie zostawia zbyt wiele miejsca na wjechanie przeciwnika jadącego z tyłu, odbieranie wielu „strzałów” w tylny zderzak i radzenie sobie z tym na każdym zakręcie przez utrzymanie w miarę optymalnego toru jazdy. Oczywiście taka defensywna jazda powoduje gorsze czasy okrążeń, ale w wyścigu nie czasy okrążeń są istotne, lecz pozycja na mecie.

Po przekroczeniu linii mety nazwa Piollo widniała na tablicy wyników dość wysoko, co bardzo zaskoczyło samego kierowcę, gdyż ilość przygód i karamboli, jaką zaliczył była ponad przeciętna, a tempo jazdy nie najlepsze. Na początku myślał, że to błąd systemu. Po chwili okazało się jednak, że to wynik wielu kolizji wśród kierowców, którzy wyprzedzili go na początku pierwszego okrążenia. Dzięki równej i konsekwentnej jeździe i odrobinie szczęścia, zwycięzca całych zawodów przeciął linię mety pierwszego wyścigu na dobrej czwartej pozycji.

Podbielski wygrywa Wyścig towarzyski, bez zbędnego sędziowania #5

Ustawienie w drugim wyścigu było odwrócone. Ostatni zawodnik pierwszego wyścigu był ustawiany na pierwszym polu startowym w drugim wyścigu, zaś zwycięzca pierwszego biegu był ustawiany na ostatniej pozycji. Piollo startował z dziesiątego pola. Start był tym razem „zatrzymany”, co powoduje, że na pierwszym zakręcie po prostej startowej jest nieco ciaśniej niż podczas startu „lotnego”. Mając to na uwadze i wiedząc, że jest sporo zawodników przed nim, Piollo postanowił znacznie wcześniej hamować i trzymać się wewnętrznej. Wciśnięcie hamulca niewiele spowolniło wózek, który był pchany przez zawodników z tyłu, ale pozwoliło zachować tor jazdy i skręcić blisko wewnętrznej strony toru. Większość zawodników z przodu walczyło o dobrą pozycję wyjściową, co skończyło się wyjechaniem dużej grupy gokartów daleko na zewnętrzną. Tor wolny. Przyspieszenie i automatyczny awans o kilka pozycji w górę.

Dobre tempo Piollo było widać zarówno na torze, jak i na tablicy z czasami okrążeń (uzyskał w tym biegu najlepszy średni czas okrążenia na poziomie 32.867). Pomału i konsekwentnie doganiał kolejnych zawodników przed sobą. To oczywiście znowu duża zasługa szczęścia podczas losowania gokartów. Ten wylosowany na drugi wyścig bardzo dobrze się prowadził i był równie szybki na prostych, jak pozostałe najszybsze wózki na torze. Pozostało tylko nie popełniać błędów, utrzymać dobrą powtarzalność na każdym okrążeniu i nie wdawać się w niepotrzebne przepychanki na torze. Sam zawodnik przyznał się po wyścigu do dwóch lekkich fauli, które przytrafiły mu się podczas drugiego biegu.

Podbielski wygrywa Wyścig towarzyski, bez zbędnego sędziowania #4

Pierwszy podczas próby wyprzedzania Tomasza Torsza, w którym nie do końca udało się wejść „pod pachę”, po czym nastąpiło uderzenie w bok wózka i lekkie postawienie go bokiem. Skończyłoby się bez zmiany pozycji, gdyby nie zawodnik jadący za Piollo, który uderzając go w tylny zderzak spowodował, że Piollo znalazł się przed „Torsz-akiem”. Po kilku kolejnych okrążeniach Piollo znalazł się tuż za swoim byłym kolegą z zespołu „Mad Drivers” Danielem Dante Żórawskim. Zestawienie tych dwóch „szalonych kierowców” w bezpośredniej walce na torze było niemal pewniakiem, że za chwilę dojdzie do ciekawej konfrontacji. Dante widząc, że zbliża się do niego szybszy wózek, zmienił styl jazdy na defensywny – doskonale blokował, nie było miejsca do ataku. Piollo jadący z tyłu wiedział, że musi czekać na błąd oraz obserwować tor jazdy przeciwnika. Nie wiedział, że w obecnej sytuacji trzecia pozycja w wyścigu, którą zajmował, dawała mu już zwycięstwo w całych zawodach. W kartingu nie kalkuluje się tak bardzo jak w Formule 1, w której zawodnik ma łączność z zespołem i może usłyszeć w słuchawce, że nie musi już dalej ryzykować.

Piollo postanowił zaatakować w nietypowym miejscu, bo na tym również polega walka na torze – atakować tam, gdzie przeciwnik się nie spodziewa. Udało się, ale nie można powiedzieć, że był to zupełnie czysty atak. Piollo wykorzystał po prostu fragment toru, w którym następują po sobie dwa szybkie nawroty. Dante jechał optymalną linią, która przechodziła przez środek toru między tymi dwoma zakrętami, natomiast Piollo postanowił pojechać pierwszy zakręt bardzo szeroko kosztem mocnego spowolnienia w drugim zakręcie. Większa prędkość w pierwszym zakręcie miała spowodować, że Piollo znalazłby się po wewnętrznej stronie drugiego łuku obok Dantego – i tutaj Piollo przyznaje się do drugiego lekkiego faulu, gdyż rzeczywiście znalazł się obok kolegi tak jak zamierzał, ale odległość między oboma zakrętami była zbyt krótka, aby nadrobić całą długość pojazdu i tym samym obaj zawodnicy zderzyli się bokami, przy czym Piollo był lekko z tyłu.

Sytuacja częsta w kartingu i można jej prawidłowość rozpatrywać dopiero w powtórkach, gdyż na żywo to bardzo trudno ocenić, czy był to atak prawidłowy, czy już nie. Zazwyczaj przyjmuje się, że atak jest prawidłowy, gdy wózek atakującego jest za połową gokarta broniącego się. Czy tak było? Nie wiedzą tego obaj zawodnicy, ale wiadomo, że obaj po przekroczeniu linii mety podziękowali sobie za dobrą walkę podając sobie dłoń i nie mając do siebie wzajemnych pretensji. Ten sport polega również na ryzykowaniu, a łatwiej o nie gdy na torze nikt nie sędziuje. Ogólnie zawody rozegrały się na akceptowalnym przez wszystkich uczestników poziomie fair play i to właśnie zasługuje na pochwałę.

Piollo w drugim wyścigu ostatecznie awansował z dziesiątej na drugą pozycję, co po uwzględnieniu miejsc na mecie innych pretendentów do złotego medalu, zarówno z drugiego, jak i pierwszego biegu, dało w sumie następujące wyniki:

1. Piotr Podbielski 6pkt. (32.781) 2. Bartek Urbański 8pkt. (32.605) 3. Raeed Ali 10pkt. (32.722) 4. Tomasz Torsz 12pkt. (32.804) 5. Norbert Szafranowicz 13pkt. (32.764) 6. Karol Załuski 14pkt. (32.859) 7. Said Ali 14pkt.(32.963) 8. Piotr Szabłowski 15pkt. (33.040) 9. Daniel Żórawski 16pkt. (32.892) 10. Kamil Ozan 17pkt. (33.010) 11. Piotr Ciechański 17pkt. (33.359) 12.Piotr Głowacki 19pkt. (32.924) 13. Łukasz Borowski 21pkt. (32.622)

 

>>> Jedne z ciekawszych momentów wyścigu drugiego <<<

 

Niedługo kolejna edycja zawodów z jeszcze lepszymi nagrodami na którą już teraz serdecznie zapraszamy.

Tekst: Piotr Podbielski & Said Ali

Serwis informacyjny przeznaczony zarówno dla kierowców wyczynowych oraz tych, którzy stawiają swoje pierwsze kroki w sporcie kartingowym.

Nasza Kartingowa Mapa Polski prezentuje obiekty sportowe, na których wraz z ze znajomymi możecie rozwijać swoją wyścigową pasję.

Jeśli wiesz o czymś czego nie ma w Naszym serwisie, prosimy o kontakt: redakcja@pkarting.pl